Szaleństwo, niekoniecznie białe

Mieszkając w słonecznej Hiszpanii, niewiele miałem okazji by tej zimy zaznać białego szaleństwa. Z tym większą ciekawością śledzę informacje, które płyną z Polski. A w tym sezonie dziennikarze znaleźli sobie nową sensację - wypadki narciarskie.

Krew na śniegu wygląda efektownie, dlatego ze szczegółami dowiadujemy się jak to jeden narciarz rozwalił łeb na drzewie, inny nadział się na kijek, a całe stado połamało kończyny w najwymyślniejszy sposób. GOPR skarży się, że ma więcej pracy. Radni klną na ekologów sprzeciwiających się wycince drzewostanu, a wszystkich przebijają posłowie, którzy jak zwykle lepiej od obywateli wiedzą co dla nich dobre i proponują rozwiązanie, które jeży mi włos na głowie - obowiązkowe kaski.

Przyczyn tej sytuacji jest wiele. Po pierwsze, w Polsce jest mało tras. Góry mamy niewysokie i tylko pod południową granicą. Zagęszczenie ludzi na trasach, szczególnie w soboty i niedziele, przyprawia o zawrót głowy. Nieraz będąc w Czarnej Górze, po kilku porannych zjazdach ewakuowałem się do lasu, szukając schronienia od dzikich tłumów. Jazda poza trasą, po nieznanym podłożu i wśród drzew może wydawać się bardzo niebezpieczna, ale to tylko pozory. Drzewa bowiem mocno stoją na ziemi, nie zajeżdżają drogi, nieczęsto przewracają się bez zapowiedzi prosto na planowaną trasę przejazdu i generalnie są bardziej przewidywalne od ludzi. A nigdy nie widziałem, by któreś pędziło na złamanie karku wrzeszcząc "Z drogi!!! Nie umiem hamować!"

Po drugie, Polacy lubią jeździć. Stąd też i wspomniane tłumy. Niestety, weekendowy narciarz wystany czterdzieści minut w kolejce do wyciągu, wysiedziany następnie na nim przez kolejnych piętnaście, to nie to samo co jego kolega zasuwający w tę i z powrotem na przestronnym stoku za granicą. W chłodzie mięśnie sztywnieją szybko, co skutecznie upośledza nawet perfekcyjnie opanowaną technikę jazdy. A z tym opanowaniem też nie jest najlepiej, bo kiedy trenować, skoro w tym prostym rachunku godzina spędzona w górach zawiera jedynie pięć minut samej jazdy?

Po trzecie, w Polsce nie mamy zimy albo skutecznie omija ona góry. Te mizerne resztki śniegu, które spadają u nas od paru lat, rzadko wystarczają by przykryć trawę i kamienie na trasach. O świeżym puchu można jedynie pomarzyć (ostatni widziałem 3 sezony temu). W połączeniu z dużą ilością narciarzy daje to zabójczą mieszankę. Uboga w śnieg trasa momentalnie zamienia się w lodowo-kamienne wyboje, na których nie tylko trudno utrzymać pożądany kierunek i prędkość jazdy, ale i łatwo - przy drobnym błędzie - boleśnie obić sobie to i owo. Dokładając do tego przeszkody w postaci już leżących narciarzy i snowboardzistów, otrzymujemy posępny widok.

Po czwarte, wracając do wspomnianych już drzew, polskie góry są porośnięte lasami i nawet wycinka, o którą pan radny Andrzej Listowski zabiega, tego faktu nie zmieni. Poszerzenie tras zmniejszy zagęszczenie, ale jednocześnie zwiększy średnią prędkość jazdy narciarzy. Prawdopodobieństwo bolesnego kontaktu z przyrodą ożywioną będzie podobne. I tak dobrze, że w polskich górach trasy nie są poprzetykane skałami.

Wspomniałem powyżej o zagranicznych stokach. Niestety, pora pogodzić się z tym, że w Polsce dobre warunki zdarzają się przypadkiem, a nie stanowią reguły. Aby pojeździć dużo i dobrze, trzeba wyjechać z kraju. Już nawet po czeskiej stronie odrobinę lepsze warunki klimatyczne sprawiają, że dni jazdy każdego sezonu jest trochę więcej niż u nas. Podobno świetnie jeździ się w Alpach, ale tego osobiście nie potwierdzę, bo nie próbowałem.

Hiszpańskie Pireneje z kolei, z racji wysokości sięgajacej ponad 2500m n.p.m., oferują całkiem przyzwoite warunki mimo nieczęstych opadów śniegu. Niestety, przerost popytu nad podażą na tym skrawku gór jest wyraźny. Też jest gęsto, a ceny powalają na kolana (dzienny karnet 38 EUR), więc nie polecam tych gór jako celu narciarskiego wypadu z Polski.

Pozostaje jeszcze egzotyka. Tu sprawdziłem i kolejny raz gorąco polecam Iran. Stoki położone w okolicy 3000m n.p.m. i regularnie przysypywane świeżym śniegiem nie mają sobie równych. Ceny, choć na tle reszty Iranu wyglądają na zbrodniczo wysokie, ciągle są atrakcyjne dla Europejczyka (dzień w Dizin kosztuje tyle co dzień w Czarnej Górze). Oprócz Iranu ciekawie zapowiadają się stacje narciarskie w rosyjskim Kaukazie na stokach Elbrusu, oraz pojedyncze ośrodki w marokańskim Atlasie i indyjskim Kaszmirze. Chętnie kiedyś sprawdzę, co oferują.

Wróćmy jednak do propozycji obowiązkowej jazdy w kasku. Moje podejście do tego typu pomysłów, czyli kasków na nartach, na motorze, czy obowiązkowego zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodzie jest niezmienne: są to świetne pomysły i na pewno mogą uratować życie, ale ich prawne nakazywanie to DEBILIZM. Idąc tą samą drogą, należałoby nakazać pod groźbą mandatu noszenia czapki i szalika w zimie, bo przecież obywatel mógłby przeziębić się i obciążyć budżet dodatkowymi kosztami, nieprawdaż?

Obowiązkowy kask nie zmniejszy liczby wypadków, ani nie odejmie obowiązków GOPR-owi i służbie zdrowia. Nie zmniejszy też kosztów wynikłych z dodatkowych zwolnień lekarskich, kosztów leczenia i rehabilitacji, czy nawet rent. Ale gdyby nie uszczęśliwiać narodu darmową służbą zdrowia, tylko obciążać każdego narciarza i snowboardzistę kosztami jego nieuważnej jazdy, sprawa natychmiast by się rozwiązała. Jedni wyłożyliby te kilkadziesiąt PLN więcej na polisę ubezpieczeniową i mieli zapewnioną opiekę w razie wypadku, a pozostałym kask nadal nie byłby potrzebny, bo nie ma czego chronić. Towarzystwa ubezpieczeniowe, o ile uznałyby za stosowne, swoimi cennikami wyznaczyłyby opłacalność używania kasku, ochraniacza na plecy, czy jazdy tylko po niebieskich trasach.

Jako że w bieżącym sezonie głowę roztrzaskał sobie aż jeden narciarz, proponuję panom posłom by zapewnili maksymalne bezpieczeństwo pozostałym, nakazując wożenie gaśnicy i kapoka. Wszak ryzyko pożaru lasu czy nagłych roztopów jest równie poważne.

Odpowiedz

  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Więcej informacji na temat formatowania