Więcej ludzi chce dać niż brać?

Akcje charytatywne to sprawa dość delikatna. Bieda jest zjawiskiem powszechnym na naszej planecie, ale gdyby sposobem na nią była zwykła redystrybucja dóbr, już od dawna nie wiedzielibyśmy co to słowo oznacza.

Niestety, otrzymywanie czegoś za darmo nie pobudza do pracy i jedynie łagodzi objawy problemu, nie dotykając jego istoty. Dlatego też nigdy nie daję pieniędzy żebrakom na ulicy ani też do głowy mi nie przychodzi by składać się na jedzenie dla głodującej Afryki (o katastrofalnych skutkach takiego czynu możnaby pisać książki).

Już ponad dwa i pół tysiąca lat temu pewien mądry Chińczyk stwierdził, że lepiej ludzi nauczyć łowić ryby niż im te ryby dawać. U nas zasada ta znana jest pod trochę inną postacią, a mianowicie że "lepiej dać człowiekowi wędkę niż rybę". A co, jeśli możemy tą samą wędkę pożyczyć wielu ludziom?

Tutaj pojawia się Kiva i pomysł mikrokredytów, za który nagrodę Nobla otrzymał pewien mądry Bengalczyk. Chodzi o niewielkie pożyczki dla mikroprzedsiębiorców, którzy nie mieliby szans na uzyskanie normalnego kredytu od banku. Pożyczki te są nieoprocentowane i pozbawione prowizji na każdym etapie pośrednictwa. Aby zmniejszyć ryzyko utraty pieniędzy, nie powierzamy ich jednemu kredytobiorcy ani nie musimy od razu wysupływać pokaźnej kwoty. Bezpieczeństwo pieniędzy opiera się na ich rozproszeniu. Na przeciętną pożyczkę, której wysokość oscyluje około 800 USD składa się kilkunastu lub kilkudziesięciu kredytodawców, z których każdy dokłada po minimum 25 dolarów lub wielokrotność tej kwoty. W ten sposób jeden niespłacony kredyt nikogo nie zruinuje.

Jak wygląda przeciętny pożyczkobiorca? Bardzo różnie. Kiva działa w kilku rejonach świata i możemy wspomóc finansowo zarówno krawcową z Tadżykistanu, hodowcę kilku krów w Azerbejdżanie, libańskiego mechanika samochodowego, peruwiańskiego producenta cegieł czy grupę handlarek żywności w Tanzanii. To nie żarty - nasze pieniądze naprawdę przeznaczane są na zakup kolejnej krowy czy zestawu najbardziej niezbędnych narzędzi. Na przestrzeni kolejnych kilku miesięcy wracać będą do nas ratami w miarę spłacania kredytu.

Jak wygląda przeciętny pożyczkodawca? Jest zazwyczaj obywatelem USA. Kiva to amerykańska organizacja i tam głównie zyskała popularność, a dopiero od niedawna przebojem zdobywa Europę i inne rejony zamożnego świata. Tym bardziej cieszy ciągle rosnąca liczba członków polskiego zespołu.

Najnowszą rewelacją w przepływie pieniędzy jest to, że otrzymujemy z powrotem nasze fundusze w miarę spłacania rat przez kredytobiorców. Dotychczas wracały one do nas dopiero po spłaceniu całości. W ten sposób Kiva jednego dnia uwolniła... 10 milionów USD. Pomijając oczywistą i natychmiastową korzyść dla pożyczkobiorców, taki krok znacznie zwiększył zaufanie do organizacji. Na tyle, że w ostatnich dniach... nie ma komu dać pieniędzy! Wszystkie ogłoszenia natychmiast znajdują grupę chętnych, którzy składają się na całą sumę kredytu. Można więc spodziewać się szybkiej ekspansji i - kto wie - może pojawienia się nieoprocentowanych pożyczek w tak zamożnych krajach jak Polska? :)

Tymczasem zapraszam do pożyczania: http://kiva.org/.

Odpowiedz

  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Więcej informacji na temat formatowania